Sztuka Teatralna „Beksińscy” opowiada historie o ogromnej samotności i niemożności okazywania uczuć, ale też o miłości, która jest źródłem akceptacji i zrozumienia nawet najbardziej irracjonalnych zachowań i postaw. W momentach bardzo emocjonalnych można było ujrzeć łzę kręcącą się w oku aktora czy aktorki. To sprawiało, że mi samej chciało się niekiedy płakać. Po poważnych, niekiedy z rozmazanym makijażem, twarzach wychodzących ludzi było widać, że nie tylko mnie jedyną poruszyło to, co zobaczyłam. Czy to była tylko sztuczka aktora czy naprawdę wzruszył się tą sceną? Jak to możliwe, że  czujemy tak silne emocje podczas występy teatralnego?  To tylko odtworzenie jakiejś sceny z książki… może nawet z czyjegoś życia. Ale to nie nasze życie. To nie nasza książka. Więc jak autor może przekazać nam jego emocje? Czy my to czujemy, bo chcemy czuć? A jeśli chcemy to czemu chcemy?

 

          Pragnę przypomnieć, że spektakl był w pewnej mierze o niemożności okazywania  uczuć,  więc może szukamy miejsca gdzie wszyscy obecni będą czuć podobnie? Gdzie to, że łzy zaczną spływać nam po policzkach nie będzie wstydem, bo nie będziemy sami? A teraz następna seria pytań. Czemu okazywanie uczuć może być zawstydzające? Dlaczego nie wypłakujemy się w miejscach publicznych? Dlaczego nie robimy tego przy ludziach? Nastała jakaś dziwna moda na sztuczność. Bez uczuć. Sam plastik. Dlaczego? Bo kolorowe jest fajne? Bo sztuczne nie płacze? Niektórzy ludzie są tak zauroczeni sztucznością, że nie mogą zaakceptować prawdziwości. I w tym momencie powstaje odrzucenie. Czy umiemy się łączyć tym odrzuceniem? Może to jest ta niewidoczna siła, która sprawia, że w teatrze płaczą aktorzy i publiczność? Nie wiem czemu, ale chciałabym, żeby to była prawda. Przeżyć najgorsze i najczarniejsze myśli, emocje …z kimś, bo tak łatwiej.

 

          Uważam, że to właśnie możemy znaleźć w „Beksińskich”. Próba uwolnienia wszystkiego co negatywne, na wszelkie możliwe sposoby. Niekiedy dziwne. Ale tamte zachowania były akceptowane i rozumiane, ponieważ byli rodziną i się kochali. I to jest siła, która pcha nas dalej. I tym się zachwyciłam. Oczywiście nie wpadłam na to od razu, ponieważ sztuka wywołała u mnie smutek i przerażenie. Prawdziwą siłą jest rodzina, prawdziwa rodzina. Gdzie możesz się wypłakać, wykrzyczeć, a może niekiedy troszkę poprzeklinać? I Będzie ci lżej? I nie będzie ci głupio, bo jesteś w miejscu przeznaczonym do takich emocjonalnych scen? A najlepiej, żeby twoi bliscy płakali razem z tobą, lub śmiali się razem z tobą, bo wtedy wiesz, że oni wiedzą. Zachwycające jest  to, że uświadomiłam to sobie kilka dni po spektaklu.

Iga Słomińska