Kiedy z dzieciństwa zostają tylko wspomnienia…
 

"Dom rodzinny" - Józef Baran
 

dawna stolica świata
 

przez jego Wielką Izbę
przebiegały
wszystkie równoleżniki i południki

 

dookoła niego krążyło słońce
odbijając się zimą niby w lusterku
w kuchennym piecu

 

nad domem wisiało niebo
pod domem
zakopane było piekło

 

wokół serdecznego serca mamy
obracała się cała planeta

 

dziś dom
to już tylko mała szkatuła dzieciństwa
z zabytkowymi rodzicami

 

odnajduję ją w każde wakacje
ukrytą między drzewami ogrodu

 

 

 

          Dzieciństwo kojarzy nam się, a przynajmniej powinno, z beztroską, zabawą,
szczęściem. Dosyć często wspominamy te wesołe chwile z czasów bycia dzieckiem, o
ewentualnych smutnych próbujemy zapomnieć. Chyba każdy człowiek chciałby się cofnąć do
swojej młodości.
          Dziecko cieszy się każdą małą rzeczą, każdą chwilą; znajduje szczęście wśród swoich
najbliższych, w domu. Nie zna prawdziwego, ogromnego, nawet przytłaczającego świata. Nie
zna problemów, odpowiedzialności. A kiedy przychodzi dorosłość, zostają z tamtego
wspaniałego czasu tylko wspomnienia. Tak przynajmniej ujmuje to Józef Baran w wierszu
„Dom rodzinny”. Idealnie przedstawia dom rodzinny z dwu perspektyw – dziecka i osoby
dorosłej, wracającej co roku do domu i wspominającej, jak to kiedyś było.
          „W dzieciństwie dom i rodzina są dla nas najważniejsi. Gdy stajemy się dorośli
zapominamy o tym, co dawniej było dla nas istotne. Ludzie dzisiaj są pochłonięci pracą i
obowiązkami, nie potrafią się cieszyć, nie mają czasu na spędzanie go z rodziną i gdy

orientują się, że już tyle czasu upłynęło, są smutni i zawiedzeni, że beztroskie czasy
dzieciństwa minęły, nie mogą cofnąć czasu i zostały im tylko wspomnienia, a popełnili wiele
błędów. Nie poświęcają czasu temu, co ważne. Co naprawdę ważne.” Tak po krótkim
namyśle wypowiada się na temat wiersza Magda, 14 lat. Była to dłuższa wersja jej
odpowiedzi, kiedy poprosiłam o szczegóły. Na początku, kiedy pytam ją, co może mi
powiedzieć o tekście, z czym jej się kojarzy, mówi, że „wszystko szybko przemija”. Bardzo
dojrzały punkt widzenia, którego się wręcz nie spodziewałam.
          Postanawiam zdobyć jeszcze opinię jakiejś nieco starszej osoby. Pani Emilia, 51 lat,
czyta tekst dwa razy. Również chwilę myśli. Trochę dłuższą chwilę. Najpierw próbuje
interpretować wiersz, ale proszę ją o luźniejsze skojarzenia, może bardziej osobiste. „Kojarzy
mi się to z przemijaniem, że życie jest bardzo krótkie, bardzo kruche nawet. Ani się człowiek
nie obejrzy, a już wszystko przeminęło. Pozostają tylko wspomnienia, żal do tego, co
przeminęło. Niemoc. Bezradność, że nie można nad tym zapanować, żeby coś zmienić. W
moim domu było bardzo gwarno, bardzo dużo nas wszystkich, niezbyt bogato, czasami nawet
niespokojnie, ale młodość ma swoje walory i mimo wszystko tęskni się za nią. Za tym co
utracone.” Słowa pani Emilii: „mimo wszystko” wypowiedziane zostały w taki sposób, że
zapala mi się w głowie jakieś ostrzegawcze światełko i pytam, czy chciałaby się ze mną
podzielić jakimiś szczegółami. Dlaczego „mimo wszystko”? Już z większym skupieniem i z
zupełną powagą odpowiada: „były też kłótnie rodziców. Nie było takiej pełnej zgody. Ojciec
nadużywał alkoholu.” To jest koniec naszej krótkiej rozmowy. Nie nalegam na więcej.
Powiedziała wystarczająco dużo.
          Trafiłam więc na przykład osoby, która jednak nie wspomina dzieciństwa tak całkiem
kolorowo, a zaraz obok dobrych wspomnień są jednak te nie najlepsze. To smutne. Cieszy
mnie jednak to, że pomimo nieszczęśliwych, gorzkich rzeczy najpierw, nawet nieświadomie,
wybiera się i myśli o tych wesołych. I tego się trzymajmy.

Anna Pupka-Lipińska