Artyzm na wymarciu

          Po wejściu do Unii Europejskiej w polskiej gospodarce zagościły sklepy sieciowe, które wyparły warsztaty rzemieślnicze. W ówczesnych czasach owe zakłady stanowią niecodzienny widok. Jako, że rzadziej korzystamy z ich usług, obniża się popyt na dobra, które produkują, co zmniejsza liczbę kształcących się osób w tym zawodzie. Pozostali nieliczni. Możliwe, że z przywiązania, ale także z tradycji i pasji jaką mają do swojej profesji. Jednym z takich ludzi jest Krzysztof Pestka. Chojniczanin trudniący się wymierającym zawodem. Prowadzi rodzinną firmę z wielopokoleniowymi tradycjami. Twierdzi, że jest artystą, bo poświęca się pasji. Uczciwość i życzliwość to jego dewiza.

          Rodzinna firma. Dziadek założył warsztat w 1945 roku, później przejął go ojciec. W 2001 roku mój tata zginął w tragicznych okolicznościach i odziedziczyłem firmę, tak z marszu. Trzeba było wszystko na mnie przepisać. Było trudno. Wiedziałem, że muszę ciężko pracować, żeby to jakoś funkcjonowało. Później dołączyła moja siostra. Zajmuje się sprawami księgowymi.

          Tradycja. Zasada firmy jest taka, aby każdy klient był należycie obsłużony, czyli miło i sprawnie. Nie należy się z nim kłócić. Tego uczył dziadek mojego ojca, a tata mnie.

Profesja. Nie można powiedzieć, że to zawód na wymarciu. Zakłady szklarskie istnieją. Najczęściej związane ze wstawianiem szyb, luster, ze szkleniem mebli. Teraz popularne są szklane kabiny prysznicowe, szkło do kuchni, ozdobne. Pracy jest naprawdę dużo, nie możemy narzekać,  że zawód nie jest popularny. Nie ma nas dużo, tak jak kiedyś szewców czy krawców. Szklarzy zawsze było mniej.

          Zaświadczenia. Na tej ścianie wiszą dyplomy mojego dziadka i ojca, a na drugiej wisi moje zaświadczenie. Mistrza niestety jeszcze nie mam, dopiero mam zamiar zrobić. Dyplomy. Wielokrotnie firma brała udział w różnych akcjach związanych z pomocą szkół lub innych placówek. Mój ojciec wspierał zespół Chojniczanki, później pomagaliśmy szkołom. Zazwyczaj to wiązało się z tym, że trzeba było jakąś usługę wykonać np. oprawić coś. A tu, od Bractwa Rycerskiego, dostaliśmy podziękowanie za oprawianie plakatów. Dla spostrzegawczych. Dziadek namiętnie palił cygara. Myślę, że siadał przy tym biurku, właściwie to do niego należało, i po zapaleniu cygara przyklejał jego pierścień tu na ścianę. Dużo osób zapamiętało dziadka z jego cygarem i kapeluszem.

          Długa droga. Nie planowałem tego. Po skończonym Liceum Ogólnokształcącym im. Filomatów w Chojnicach nie zdałem na studia w Gdańsku na historię. Potem poszedłem na policealne studium kreślarz techniczny do Bydgoszczy, co później okazało się przydatne, bo umiem odczytać i sporządzić rysunek techniczny. Następnie do Poznania na Wyższą Prywatną Szkołę Zarządzania Bankowości, ale po półtorej roku nie powiodło mi się. Nie zdałem egzaminów i zrezygnowałem. Stwierdziłem, że nauka mi nie sprawia mi przyjemności i nie warto brnąć dalej. Zapragnąłem wrócić do zakładu. Właściwie to od czwartej klasy liceum pomagałem przy rozładunku szkła lub innych drobnych rzeczach, ale nigdy nie robiłem takich typowych rzeczy jak cięcie szkła. Dopiero po rzuceniu studiów poczułem sympatie. Miałem 24 lata.

          Następca? Tu jest mały problem. Nie mam spadkobiercy, ale mój brat ma dwóch synów. Mały Antoś bardzo pali się do wszelkiej pomocy w warsztacie. Jest bardzo zaciekawiony jak się tnie szkło, jak oprawia obrazki. Mam jakieś wyjście awaryjne.

          Skromność artysty. Mamy specyficzne zamówienia co wymaga troszkę zdolności manualnych, precyzji, żeby coś dorobić. Tu nie ma dużego wkładu maszyn są dwie szlifierki do szkła, wiertarka. Większość pracy wykonuje się ręcznie na stole. Jeszcze wspominając te artystyczne sprawy to czasami trzeba docinać coś bardzo kształtnego, co wymaga trochę umiejętności. Samo cięcie przy liniale jest dla mnie dość łatwe. Wspomnienia. Jak rozpocząłem naukę u ojca to w ogóle nie potrafiłem tego wykonać. Dopiero po kilku dniach pojąłem co ojciec chciał mi przekazać pokazując cięcie. To trudna sztuka. Trzeba umieć wyczuć w jaki sposób naciskać na szkło, żeby je przeciąć.

          Duma zakładu. To jest nasza pamiątka rodzinna. Ten wielki walec jest zrobiony z piaskowca. Po podłączeniu do prądu zaczyna się obracać, puszcza się wodę i przystępuje do pracy. Mocno chlapie, więc trzeba się odpowiednio przygotować. Założyć kalosze i nieprzemakalny fartuch. Właściwie to nawet nie wiem skąd i gdzie dziadek ją dziadek nabył. Nie mam pojęcia. Choć to pamiątka to wiem, że czeka mnie jej wymiana. Ona wiecznie nie będzie działać. Nie wiem skąd wezmę szlifierkę tego typu.

          Lekka praca. Szkło to twardy materiał. Nie jest łatwy w obróbce. W erze maszyn obsługiwanych cyfrowo jest to dosyć łatwe. Dla osoby, która ma dużą firmę, gdzie operują maszynami. On tego nie odczuwa. Ludzie robią wszystko maszynowo, on tylko tym zarządza. Mam na to inne spojrzenie, bo nie dość, że jestem właścicielem firmy to stoję tu przy stole z pracownikiem robimy coś, pracuję fizycznie. Muszę to ciąć, nosić. Kiedyś tego tak nie odczuwałem, bo byłem młodszy. W wieku dwudziestu paru lat noszenie tafel szkła nie sprawiało mi problemu, ale teraz z każdym rokiem jest troszeczkę ciężej. Dawniej nie było takiego wielkiego asortymentu szkła. Te tafle były troszkę mniejszej grubości. Teraz są jakieś laminowane, one naprawdę potrafią sporo ważyć, a trzeba je przynieść na stół, pociąć i poukładać na półki. Nie jest to lekka praca. Może to sprawiać wrażenie, że my tutaj parę małych rzeczy wykonujemy, a tak naprawdę to ciężka praca fizyczna. Dzisiaj mieliśmy dostawę. Dźwigiem jest rozładowywana, potem musimy po tafli przenieść je do warsztatu. Cała skrzynia waży tonę osiemset kilogramów. Czasem zdarzają się większe dostawy i wtedy musimy przenieść dwie takie skrzynie, czyli około czterech ton. Nie chcę nikogo wynajmować do tej pracy. Bałbym się, że coś stłuką. Uczciwość. To też wiążę się z legalnością. Tutaj zawsze pracownicy byli uczniami albo pełnoetatowymi pracownikami. Trzeba zapłacić ZUS, podatki i jakieś normalne wynagrodzenie. Z resztą dziwnie bym się czuł, gdybym tylko siedział i patrzył jak inni pracują. Monotonia? Nie, zawsze znajdę coś, co mnie interesuje. Jakąś inspirację. Nie odczuwam przesytu tą pracą.

          Pasje poza pasją. Kiedyś grałem w piłkę nożną. Teraz lubię pogrzebać w samochodzie. Ujmę to tak, gdybym nie był szklarzem, to byłbym mechanikiem. Za pomocą stolików łączę swoje pasje. To będzie drugi egzemplarz. Ten jest z BMW, ale jeszcze chcę zrobić z Jaguara. Trzeba poświęcić dużo czas, żeby to jakoś wyglądało, czyli wiertarka, szczotka i szmatka. Tłoki będą robić za nóżki i za podtrzymanie blatu ze szkła. Staram się to robić po godzinach, bo jednak praca jest ważniejsza. Artysta artystą. Tak, myślę, że jestem artystą. Wymyśliłem to sam oraz sposób w jaki trzeba przymocować tłoki na zewnątrz silnika. One fizycznie nigdy tam nie były. Do tego musiałem skonstruować specjalne osłonki, żeby wkręcić śrubę, przez co połączyć ze sobą dane części. Zazwyczaj nie zajmuję się takimi rzeczami. Nie mam potrzebnego sprzętu jak spawarki, ale myślę nad zakupem i rozwinięciem się w tym kierunku. Niestety jest małe zapotrzebowanie na stoliki tego typu. Są to raczej wyjątkowe rzeczy, czyli utrzymać się z tego raczej by nie dało. Nie raz się ogłaszałem na stronach z możliwością sprzedaży, ale jest spory problem z przewiezieniem zakupu do klienta. Wolałbym, żeby ludzie widzieli to co kupują, bo na zdjęciach to zawsze ładniej wygląda. Mam pomysł na nowy mebel, żeby zrobić stolik z felgi aluminiowej, ale muszę skupić się na pracy.

          Nietypowe zamówienia? Łazienka cała w lustrach. Wszystko prócz podłogi było w lustrach. Wszyściutko. Nawet na drzwiach powieszono jedno. Szkło w świat. To było zamówienie polegające na szkleniu okienek. Zamówienie złożone przez polskiego projektanta, który robił dom letniskowy dla Niemca na Sycylii i te szkiełka potem tam pojechały. Trzeba przyznać, że nasza praca jest ogólnoeuropejska, ponieważ mamy zmówienia z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Finlandii. Kiedyś ktoś nawet wysyłał oprawione przez nas zdjęcie do Stanów Zjednoczonych. Do Niemiec mamy masówkę, więc nawet tego nie liczę.

          Uśmiechy i ukłony. Czuję zadowolenie, czuję szczęście kiedy widzę, że klientowi podoba się to, co od nas odbiera. Jest motywacją do dalszej pracy, że nasze usługi przyniosły komuś szczęście.

         „Szyby lecą, szklarz się śmieje.” A Pan Pestka? My nigdy nikomu źle nie życzymy, raczej pomagamy w nieszczęściu. Skoro już się potłukło to my jesteśmy od tego, żeby to naprawić. Mamy też swoje swoje powiedzenie „Lepiej potłuc szkło niż lustro”.


 

Daria Landowska